Anarchy
18-02-2007, 12:46
Opowiadanie to powstało na rzecz pisma, „Aranea” które nigdy nie zostało wydane jest to część całej sagi, która miała być dołączana, co miesiąc do nr „Aranea”. Postanowiłem, że na forum będę dołączał, co jakiś czas kolejne opowiadania ”Pajęczyna Chaosu” W tej chwili dodaje pierwszą część.
-------------------------------------------------------------------------------------
Pajęczyna Chaosu
Długa i zimna…
Utkana i trwała…
-czekająca na ofiarę…
-Ej – okrzyk oburzenia połączonego z obawą wyrwał się z ust jasnowłosego mężczyzny, który ubrany w roboczy kombinezon, stał tuż przy tylnych dzwiach furgonetki. – To świństwo nie pojedzie !. Nie pojedzie i już. Nie będę za to odpowiadał. Cholera!
Dwaj pracownicy niosący więlką szklaną skrzynie okrytą brudnymi i zakurzonymi szmatami, zatrzymali się i postawili ciężar na podłodze ciężarówki.
-Co nie pojedzie? Przyjacielu? – wycedził jeden z nich zwracając się do kierowcy.
-To! – Artur Wilson pobladł nienaturalnie – Nikt mi nie powiedział, ze ta przesyłka to … to te cholerne pająki.
-Nic ci do tego – Tragarz wyprostował się ze złością – A co ty być chciał wozić, co?! Jesteś tylko zwykłym, nędznym szoferem!
-Odmawiam!, Odmami! – Krzyczał Artur. Szybko uzmysłowił sobie jednak, że ta kłótnia nie ma sensu. Cieszył się przecież że otrzymał tę pracę. Na inną mógłby czekać jeszcze kilka ładnych miesięcy. „Nie mogę znieść pająków- pomyślał – Robi mi się niedobrze, gdy tylko pomyśle o nich”
-Lepiej będzie umocować to bliżej tyłu.
Drugi tragarz próbował przerwać kłótnię i załagodzić spór. Nie potrzebowali teraz kłopotów z tym cholernym kierowcą, który odmawiał wiezienia pająków na północ.
-Dobra wszystko załadowane- i nagle na twarzy tragarzy pojawiła się ulga
-Dzięki chłopaki trzymajcie się.
Autostrada była tego dnia niezwykle przepełniona. Na „wolnym” pasie widać było niekończący się szczur samochodów i ciężarówek W ten dzień słonce prażyło jak nigdy w radiu podawali że temperatura sięgała prawie 40*C
Artur jechał cały czas „średnim” pasem umiarkowanym tempem ruchu starał się wyprzedzić jakiegoś kolesia który mu zasłaniał drogę.
-Cholera- Zdenerwował się. – Co tacy robią na autostradach.
Musiał jednak jechać tuż za nim. Gdyby zwolnił choć trochę wytworzyłby się pomiędzy samochodami luka w którą natychmiast ktoś by się wcisnął.
Nagle chmury zasłoniły słonce zapadła taka ciemność jak by nagle miał nadejść armagedon. Nagle jedna kropla spadla na szybę furgonetki Artura potem kolejna i kolejna rozpętała się prawdziwa burza. Z sekundy na sekundę widoczność była coraz gorsza. I wtedy właśnie stało się to, czego tak bardzo się obawiał.
Nie wiadomo, czy kierowca furgonetki z niesfornymi dzieciakami nie zauważył światła stopu hamującego przed nim Forda Transit-a, czy też po prostu najechał na niego, rozproszony przez rozrabiające dzieci, Nagle samochód stanął dęba jak młody, rozbawiony źrebak i natychmiast przewrócił się do góry kołami. Wszystko to działo się na oczach Artura. Widział jedno nie zdąży wyhamować przed przewróconym samochodem wtedy stało się najgorsze poczuł pod oponami jak pęka czaszka jednego z dzieciaków, który wypad z samochodu. Artur gwałtownie zahamował wtedy jadący za nim samochód osobowy walnął prosto w jego tył wywracając jego furgonetkę. Ból to jedyne co czuł Artur kiedy się obudził: Ból przeszywający jego ciało kolumna kierownicy która wbiła mu się w klatkę piersiową, rozrywając ją zupełnie i pchając ciało do tyłu odbił się od oparcia i osunął na podłogę samochodu.
Był oszołomiony. Krzyczał, płakał. W ustach czuł smak swojej własnej krwi. Słyszał ciągle jak samochody uderzały w siebie jeden za drugim i czuł jak jego samochód, co chwila przesuwa się po ziemi.
Coś poruszyło się obok niego. Mętny obraz rozjaśnił się na chwilę i Artur wyciągnął przez zmiażdżone okno rękę, machając nią jak oszalały.
-O Boże” Tylko nie mówicie , że nie możecie mnie zauważyć. – próbował krzyczeć, gwizdać napinając struny głosowe do granic wytrzymałości. Jednak wydawał z siebie tylko jedno sapnięcie albo raczej charkot. Potem wydawało mu się że tonie czuł smak krwi.
Przez moment odniósł wrażenie, jakby ktoś się zbliżał do niego. Zacisnął swoją pięść i nagle poczuł, drobne ukłucie tak jak by ktoś mu zaczął wstrzykiwać jakiś płyn, ale nie było to miłe. Czuł jak ta substancja paliła go od środka. Tak jak by ktoś mu wstrzykiwał kwas do żyły. Wtedy wyciągnął lekko swoją dłoń tak by mógł ją ujrzeć. Zobaczył. Pająka jak ucieszony zatapia swoje kły w jego dłonie.
Pięść jak by rozluźniła się. Artur wpatrywał się w nią i wdział jak pająk radośnie wstrzykuje swój śmiercionośny koktajl.
- I tak umrę. Nie musisz mnie zabijać. Wystarczy, że zostawisz mnie, niedługo potem będę już martwy.
Z zewnątrz dochodziły odgłosy nadjeżdżających aut i krzyki rannych. Miejsce wypadku ogarną chaos. Wszędzie unosił się zapach palonej gumy i rozgrzanego metalu.
Umysł Artura był wypełni świadomy czuł jedynie jak ciało z każda chwilą odmawia mu posłuszeństwa. Ból zaczął go przeszywać po całym ciele.
Widział jedno chciał dziś umrzeć obojętnie, jak ale chciał tego by to nastąpiło jak najszybciej. W jednej chwili poczuł jak by serce stanęło mu gardle i powoli przestawało bić wsłuchiwał się w jego dźwięki. Jak milkły z każdym jego kolejnym biciem . . . . . . .
C.D.N
Anarchy
//Proszę używać tagów (http://arachnea.org/viewtopic.php?t=81) w tematach - Maxtor
-------------------------------------------------------------------------------------
Pajęczyna Chaosu
Długa i zimna…
Utkana i trwała…
-czekająca na ofiarę…
-Ej – okrzyk oburzenia połączonego z obawą wyrwał się z ust jasnowłosego mężczyzny, który ubrany w roboczy kombinezon, stał tuż przy tylnych dzwiach furgonetki. – To świństwo nie pojedzie !. Nie pojedzie i już. Nie będę za to odpowiadał. Cholera!
Dwaj pracownicy niosący więlką szklaną skrzynie okrytą brudnymi i zakurzonymi szmatami, zatrzymali się i postawili ciężar na podłodze ciężarówki.
-Co nie pojedzie? Przyjacielu? – wycedził jeden z nich zwracając się do kierowcy.
-To! – Artur Wilson pobladł nienaturalnie – Nikt mi nie powiedział, ze ta przesyłka to … to te cholerne pająki.
-Nic ci do tego – Tragarz wyprostował się ze złością – A co ty być chciał wozić, co?! Jesteś tylko zwykłym, nędznym szoferem!
-Odmawiam!, Odmami! – Krzyczał Artur. Szybko uzmysłowił sobie jednak, że ta kłótnia nie ma sensu. Cieszył się przecież że otrzymał tę pracę. Na inną mógłby czekać jeszcze kilka ładnych miesięcy. „Nie mogę znieść pająków- pomyślał – Robi mi się niedobrze, gdy tylko pomyśle o nich”
-Lepiej będzie umocować to bliżej tyłu.
Drugi tragarz próbował przerwać kłótnię i załagodzić spór. Nie potrzebowali teraz kłopotów z tym cholernym kierowcą, który odmawiał wiezienia pająków na północ.
-Dobra wszystko załadowane- i nagle na twarzy tragarzy pojawiła się ulga
-Dzięki chłopaki trzymajcie się.
Autostrada była tego dnia niezwykle przepełniona. Na „wolnym” pasie widać było niekończący się szczur samochodów i ciężarówek W ten dzień słonce prażyło jak nigdy w radiu podawali że temperatura sięgała prawie 40*C
Artur jechał cały czas „średnim” pasem umiarkowanym tempem ruchu starał się wyprzedzić jakiegoś kolesia który mu zasłaniał drogę.
-Cholera- Zdenerwował się. – Co tacy robią na autostradach.
Musiał jednak jechać tuż za nim. Gdyby zwolnił choć trochę wytworzyłby się pomiędzy samochodami luka w którą natychmiast ktoś by się wcisnął.
Nagle chmury zasłoniły słonce zapadła taka ciemność jak by nagle miał nadejść armagedon. Nagle jedna kropla spadla na szybę furgonetki Artura potem kolejna i kolejna rozpętała się prawdziwa burza. Z sekundy na sekundę widoczność była coraz gorsza. I wtedy właśnie stało się to, czego tak bardzo się obawiał.
Nie wiadomo, czy kierowca furgonetki z niesfornymi dzieciakami nie zauważył światła stopu hamującego przed nim Forda Transit-a, czy też po prostu najechał na niego, rozproszony przez rozrabiające dzieci, Nagle samochód stanął dęba jak młody, rozbawiony źrebak i natychmiast przewrócił się do góry kołami. Wszystko to działo się na oczach Artura. Widział jedno nie zdąży wyhamować przed przewróconym samochodem wtedy stało się najgorsze poczuł pod oponami jak pęka czaszka jednego z dzieciaków, który wypad z samochodu. Artur gwałtownie zahamował wtedy jadący za nim samochód osobowy walnął prosto w jego tył wywracając jego furgonetkę. Ból to jedyne co czuł Artur kiedy się obudził: Ból przeszywający jego ciało kolumna kierownicy która wbiła mu się w klatkę piersiową, rozrywając ją zupełnie i pchając ciało do tyłu odbił się od oparcia i osunął na podłogę samochodu.
Był oszołomiony. Krzyczał, płakał. W ustach czuł smak swojej własnej krwi. Słyszał ciągle jak samochody uderzały w siebie jeden za drugim i czuł jak jego samochód, co chwila przesuwa się po ziemi.
Coś poruszyło się obok niego. Mętny obraz rozjaśnił się na chwilę i Artur wyciągnął przez zmiażdżone okno rękę, machając nią jak oszalały.
-O Boże” Tylko nie mówicie , że nie możecie mnie zauważyć. – próbował krzyczeć, gwizdać napinając struny głosowe do granic wytrzymałości. Jednak wydawał z siebie tylko jedno sapnięcie albo raczej charkot. Potem wydawało mu się że tonie czuł smak krwi.
Przez moment odniósł wrażenie, jakby ktoś się zbliżał do niego. Zacisnął swoją pięść i nagle poczuł, drobne ukłucie tak jak by ktoś mu zaczął wstrzykiwać jakiś płyn, ale nie było to miłe. Czuł jak ta substancja paliła go od środka. Tak jak by ktoś mu wstrzykiwał kwas do żyły. Wtedy wyciągnął lekko swoją dłoń tak by mógł ją ujrzeć. Zobaczył. Pająka jak ucieszony zatapia swoje kły w jego dłonie.
Pięść jak by rozluźniła się. Artur wpatrywał się w nią i wdział jak pająk radośnie wstrzykuje swój śmiercionośny koktajl.
- I tak umrę. Nie musisz mnie zabijać. Wystarczy, że zostawisz mnie, niedługo potem będę już martwy.
Z zewnątrz dochodziły odgłosy nadjeżdżających aut i krzyki rannych. Miejsce wypadku ogarną chaos. Wszędzie unosił się zapach palonej gumy i rozgrzanego metalu.
Umysł Artura był wypełni świadomy czuł jedynie jak ciało z każda chwilą odmawia mu posłuszeństwa. Ból zaczął go przeszywać po całym ciele.
Widział jedno chciał dziś umrzeć obojętnie, jak ale chciał tego by to nastąpiło jak najszybciej. W jednej chwili poczuł jak by serce stanęło mu gardle i powoli przestawało bić wsłuchiwał się w jego dźwięki. Jak milkły z każdym jego kolejnym biciem . . . . . . .
C.D.N
Anarchy
//Proszę używać tagów (http://arachnea.org/viewtopic.php?t=81) w tematach - Maxtor